Wiosenne porządki

”Porządki w domu przed świetami są ważne, ale równie ważne jest posprzątanie mojej duszy. Oczyszczam sie z dawnych urazów i złości. Chce mieć czyste serce, wtedy dużo łatwiej sie żyje.”

Zainspirowana wpisem na jednym z blogów (niestety nazwa mi gdzieś umknęła, wiec jeśli jesteś autorka bloga, którego czytałam koniecznie sie ujawnij!) oraz spacerami nad morzem – miałam czas na przemyślenia, postanowiłam zrobić wiosenne porządki w moim domu i życiu.

Podczas moich spacerowych przemysleń powstała kolejna TO DO LIST na okres wiosenno-letni, która krok po kroku będę realizować.

1.Przegląd szafy

Ten punkt wymaga bałaganu, opróżnienia całej szafy (nawet pochowanych w zakamarkach drobiazgów) i silnej woli! Przecież nie zawsze jest łatwo pozbyć sie swoich ulubionych spodni, mimo iż nie nadają sie już one do noszenia.

216H

Ja zawsze dziele ciuchy i buty na 3 kategorie:

I. Ciuchy noszone najcześciej – te wiadomo powinny zostać w szafie, jednak ze względu na częste noszenie niszczą sie szybciej. Dlatego tez, przeglądam je pod względem użyteczności do noszenia. Wszystkie przetarte, sprane, dziurawe rzeczy i znoszone buty laduja w worku, reszta ładnie poskładana wraca do szafy.

II. Na specjalna okazje – w tej kategorii znajdują sie sukienki, szpilki, przebrania (Duńczycy maja manie imprez tematycznych, wiec możecie sobie tylko wyobrazic jakie cuda mam w szafie) etc. Przeglądam je pod względem nadchodzących okazji, ulubieńców i rozmiaru. Jeśli waham sie i zastanawiam, czy coś mi sie przyda w moim przypadku wiem, ze sie nie przyda – laduje wiec wraz z ciuchami z powyższej kategorii w worku.

III. Rzeczy nie noszone przez ostatnich kilka miesięcy (nie mowię tutaj o odzieży i obuwiu sezonowym) – wybór co zrobić z ciuchami z tej kategorii jest prosty. Jeśli nie nosiliśmy czegoś przez kilka miesięcy (dla mnie jest to czas 10-12 miesięcy). Ba! Nawet nie pamiętaliśmy, ze mamy to w swojej szafie to nosić tego już nie będziemy! Nie ma co sie zastanawiać, gdybać tylko takowe rzeczy sprzedać/wydać.

Powyzsza selekcje wykonuje dwa razy do roku. Kiedy sezony drastycznie sie zmieniają. Robię miejsce na nowe fatałaszki, a jednocześnie pomagam potrzebującym. Podczas tegorocznego wiosennego sprzątania zaniosłam 3 duże worki odzieży do Duńskiego Czerwonego Krzyża.

2. Porządki ogrodowe.

Jestem szczęściara, która posiada malutki ogródek. Jako, ze jest on ‚polaczony’ z kuchnia w okresie wiosenno-letnim korzystamy z niego bardzo często – jest to nasz letni salon, w którym jemy posiłki.

Nie mam niestety dużego doświadczenia w ogrodnictwie, wiec jeśli macie jakieś rady dla laika dotyczące sadzenia warzyw, owoców, ziół i kwiatów dajcie znać. Wszelka pomoc miłe widziana.

3. Pić więcej wody i różnego rodzaju herbat ziołowych

Jestem kawoszem! Jednak nie idzie mi za dobrze z piciem herbaty, a przecież kazdy wie, ze herbata zielona, czerwona, biała etc. maja właściwości zdrowotne. Dlatego tez silne postanowienie picia więcej herbaty i minimum 2 litrów wody dziennie.

kaboompics.com_Tea time

4. Pić więcej zielonych soków warzywnych

Jem zdecydowanie za mało surowych warzyw! Jakoś nie umiem się przekonać do ich smaku i wybieram tylko swoje ulubione, przez co staję się bardzo monotematyczna.. Od jakiegoś czasu zastanawiałam się nad zakupem slow juicer, żeby soki warzywne zagościły w mojej diecie. Mój M. zafundował mi taki sprzęt na naszą rocznicę! Od kiedy to małe cudo zamieszkało w mojej kuchni eksperymenty z sokami warzywnymi nie mają końca! Jeśli macie jakieś sprawdzone przepisy na pyszne soki koniecznie podzielcie się nimi w komentarzu.

5. Raz w tygodniu domowe SPA.

W formie relaksu w każda niedziele organizuje sobie domowe SPA. Jakaś maseczka, pielęgnacja włosów, malowanie paznokci, cokolwiek mi wpadnie do głowy byle tylko zając sie swoim ciałem. Wiadomo, ze czasami brakuje nam czasu, bądź zamiast skupić sie na sobie wolimy nasz cenny czas podarować innym, jednak czy aby na pewno nie warto inwestować w siebie? Ja osobiście uważam, ze raz kiedyś można myślec tylko o sobie i wykazać sie odrobina egoizmu – stad moj pomysł na domowe SPA.

6. Aktywność fizyczna na świeżym powietrzu.

Dosc dużo czasu spędzam na aktywności fizycznej, jednak odbywa sie ona zazwyczaj na siłowni. Kiedy pogoda dopisuje i słońce swieci zdecydowanie łatwiej jest mi sie zmobilizować i korzystać z uroków mieszkania nad morzem. Przynajmniej raz w tygodniu jakiś spacer, jogging, a nawet jazda na rolkach w pięknych okolicznościach przyrody musi być.

418881_483128481698662_710292596_n

7. Wizyta u stylisty.

Postanowilam coś zmienić! W swoim wyglądzie i poradzić sie specjalisty. Jakiś mowy kolor włosów, moze inna długość, delikatne zmiany ubraniowe. Zawsze chciałam spróbować, jednak nigdy nie miałam odwagi – w tym roku to nastąpi! Możecie być pewni, ze cały proces udokumentuje i podzielę sie z Wami.

121H

Jakie są Wasze pomysły na wiosenne porządki? Robicie sobie taka listę? Podzielcie sie swoimi pomysłami.

Continue Reading

Moja historia.. czyli jak dotarłam tutaj gdzie teraz jestem

Dokładnie dwa lata temu wzięłam udział w warsztatach z pozytywnej psychologii, które zostały zorganizowane przez szkołę w której aktualnie pracuje. Zawierały one wiele interesujących informacji na temat Mindset, psychologii, Character Strenght (wybaczcie moje mieszanie polskiego z angielskim, ale czasami kiedy coś chce przetłumaczyć to traci ono swoje prawidłowe znaczenie).

Jednym z ćwiczeń, które musieliśmy wykonać było podzielenie się dowolnym wydarzeniem z naszego życia, w którym wykazaliśmy się naszymi Character Strenght. Nie myślcie, że chodziło o wystąpienie publiczne, mieliśmy partnera, który wysłuchiwał naszej spowiedzi.

Jeśli mam być szczera, było to jedno z trudniejszych zadań na tych warsztatach – nie mówię o podzieleniu się moją historią, lecz o wyborze co mam powiedzieć. Przecież nic nadzwyczajnego się nie wydarzyło w moim życiu. Kiedy jednak usłyszałam co ma do powiedzenia mój parnter in crime, zapaliła się lampka w mojej głowie! Już wiedziałam co powiedzieć, a kiedy skończyłam swoją opowieść zaskoczenie na twarzy mojego partnera było trochę przerażające.. A komentarz zainspirował mnie do napisania tego posta: ” Wow! Nie miałam pojęcia! Pracuje z Tobą już tyle lat, ale nie zdawałam sobie sprawy jak wyglądały Twoje początki w Danii.. Powiedziałaś o tym prowadzącej?! Myślę, że jest to historia, która może zainspirować wielu! Musisz się tym podzielić!”

Nie wiem, czy Wy też pomyśleliście o tym w ten sposób, jednak podążając za radą mojej koleżanki po fachu i prowadzącej warsztaty z pozytywnej psychologii postanowiłam się moją historią podzielić..

Wszystko zaczęło się ponad 7 lat temu, kiedy przyjechałam na stypendium do Danii. Miało trwać 4 miesiące, a ja już miałam plan co będę robić dalej. Plany moje się zmieniły i postanowiłam zostać na kolejne 2 miesiące – przecież moje plany mogą poczekać (mogą się jednak nie doczekać, gdyż jak sami widzicie moje życie potoczyło się zupełnie inaczej niż myślałam). Pamiętam jak dziś, że moja mama powiedziała wtedy: ” Tylko nie dzwoń do mnie w styczniu, że zostajesz na kolejne cztery miesiące.” Nie zadzwoniłam.. Wysłałam maila! Wiem, wiem, wyrodna córka.

 

Jednak zostanie na kolejny semestr wcale nie było takie łatwe. Po pierwsze dziekan nie wyraził zgody, po drugie mój promotor też kręcił nosem, po trzecie koordynator całego programu stwierdził, że mi się nie uda.. Ale ja byłam uparta! Dostałam Indywidualną Organizację Studiów ze względu na reprezentowanie klubu sportowego w siatkówce i dwa tygodnie spędzałam w Polsce, dwa tygodnie w Danii. Jeśli mam być szczera to sama nie wiem, jak udało mi się zdać wszystkie egzaminy, napisać i obronić pracę magisterską, być w dwóch miejscach na raz, ale wiem jedno! Gdybym uwierzyła w to co mówili inni, nigdy bym nie wróciła do Danii i moje życie potoczyłoby się zupełnie inaczej.

Po krótkich wakacjach przyjechałam z całą rodzinką do małego miasteczka w Danii, w którym kilka tygodni wcześniej podpisałam kontrakt trenerski na kolejny sezon. Przez pierwszych kilka miesięcy mieszkałam z jedną z zawodniczek, pracowałam w szkole i byłam grającym trenerem. Wszystko się pięknie układało, jednak przyszła szarobura duńska zima, musiałam się przeprowadzić i mieszkać samodzielnie, zerwałam więzadła krzyżowe, potrzebowałam dwóch operacji, przytyłam z 15kg i miałam depresję. Muszę przyznać, że nawet teraz nie jest łatwo mi się do tego przyznać.. Ja tego nie zauważyłam, idealnie udawałam przed znajomymi w Danii, jednak niczego nie da się ukryć przed mamą! Ona otworzyła mi oczy i w delikatny sposób dała do zrozumienia, że muszę się wziąć za siebie!

 

Przeszłam rehabilitację, wróciłam na boisko, znalazłam nową pracę, schudłam, zaczęłam się skupiać na realizacji marzeń! Łatwo nie było, kiedy moja rodzina i przyjaciele byli w Polsce, a mnie nie było łatwo się otworzyć na nowe prawdziwe przyjaźnie.

Kiedy już myślałam, że wszystko się układa. W pracy było super, zaczęłam mieć znajomych , przyjaciół takich od serca, postanowiłam zmienić mieszkanie z 30m kawalerki, gdzie prysznic musiałam brać na toalecie – na coś większego. Nowe mieszkanie z niewielką pomocą znalazłam dość szybko, jednak wyplątanie się z poprzedniego kontraktu wcale nie było takie łatwe jak mogłoby się wydawać. Okazało się, że firma zajmująca się wynajmem tych mieszkań specjalizuje się w wyciąganiu jak największej ilości pieniędzy od osób wyprowadzających się z ich M4. Niestety znają prawo na tyle dobrze, że wszystko jest robione w „legalny” sposób. Dzięki uprzejmości tej firmy groziła mi sprawa w sądzie i musiałam zapłacić równowartość 15 tysięcy polskich złotych za pomalowanie 30m mieszkania. Uwierzcie mi próbowałam wszystkiego, jednak nawet adwokat nie był w stanie mi pomóc. Był to kolejny z etapów mojej przygody w Dani, kiedy chciałam wszystko rzucić w cholerę i wrócić do Polski – przecież zawsze mogę być nauczycielem w poslkiej szkole.

 

Po raz kolejny moja mama zasugerowała mi rozwiązanie i praktycznie zmusiła mnie (przypominając mi codziennie) do szukania pracy w szkole w Danii. Wysłałam chyba z 20 CV do rożnego rodzaju szkół w całym kraju. Kilka dni przed rozpoczęciem roku szkolnego – w Danii jest to początek sierpnia, dostałam odpowiedź z mojego aktualnego miejsca pracy. Możecie sobie tylko wyobrazić moją radość, kiedy okazało się, że znalazłam pracę w swoim zawodzie! Łatwo nie było, gdyż szkoła była oddalona o 1.5 godziny pociągiem z mojego miejsca zamieszkania. Wizja pobudki o 5:00 rano każdego dnia nie zniechęciła mnie jednak do walki o swoje marzenia.

Kiedy przekroczyłam progi szkoły, wiedziałam, że jestem w miejscu o którym podświadomie myślałam. Teraz mogę śmiało powiedzieć: łatwo nie było, jednak aktualnie mam pracę swoich marzeń i mieszkam w jednej z piękniejszych stolic w Europie.

Z mojego doświadczenia mogę Was zapewnić, że warto walczyć o swoje marzenia! Kiedy wydaje Ci się, że wszystko sprzysięgło się przeciwko Tobie i jesteście gotowi się poddać, to właśnie wtedy musicie spróbować jeszcze bardziej. Nie łatwo było napisać tak osobistą i szczerą notkę, jednak mam nadzieję, że kogoś ona zainspiruje do walki i wiary w to, że możecie osiągnąć co tylko chcecie!

Continue Reading

Nie lubię biegać!

„Running reminds you that even in your weakest moments.. you are strong!”

Jeszcze rok temu byłam biegaczem sezonowym! Chociaż słowo biegacz to chyba jednak za dużo powiedziane. Biegałam 1-2 razy w tygodniu maksymalnie 3km w okresie wakacyjnym… nigdy nie pokonałam magicznej bariery 5km.. przecież to nudne! Po co mam się męczyć?! Jest wiele innych zdecydowanie ciekawszych aktywności które sprawiają mi przyjemność!

Siatkówka.. pływanie.. jazda na rowerze.. rolki! Sami widzicie do wyboru do koloru. Kiedy jednak zaczęłam pływać dość regularnie koleżanka zaczęła mnie namawiać na różne dziwne zawody o których wcześniej nawet bym nie pomyślała!

Zaczęło się dość niewinnie.. od skromnych 5km w czerwcu tego roku. Byłam strasznie zestresowana, bałam się że będę ostatnia, że zatrzymam się i skończy się na spacerze, a nie biegu.. ale dałam radę! Z uśmiechem na twarzy wbiegłam na metę i pobiłam swój PB! I tak to się zaczęło..

W czasie wakacji stawiałam sobie poprzeczkę coraz wyżej.. pierwsze 7km.. pierwsze 10km.. biegałam już dość regularnie. 2-3 razy w tygodniu dłuższy bieg przeplatany krótszymi.

Ta sama koleżanka dalej mnie namawiała na kolejne zawody: 5km, 7km, triathlon.. przecież pływałam i biegałam już regularnie, więc pozostało tylko kupić rower! Muszę przyznać, że spodobały mi się zawody. Super grupa ludzi spotykająca się na linii startu. Każda z nas biegała w swoim tempie. Te które ukończyły bieg wcześniej czekały na mecie na resztę grupy kibicując ile sił w płucach! A na koniec zostawałyśmy troszkę dłużej na małe co nieco do zjedzenia.

Z osoby, która na samą myśl o bieganiu była już zmęczona, zmieniłam się w kogoś kto uwielbia to robić! Czy kiedyś przebiegnę Maraton?! Tego nie wiem.. jak na razie mam za sobą kilka biegów 5km oraz najstarszy bieg w Danii na dystansie 13,3 km podczas którego poprawiłam swój PB na 10km o 6min!!

Mój kalendarz jest już zapełniony różnego rodzaju zawodami biegowymi. Tegorocznym celem sportowym jest Triathlon na dystancie olimpijskim. Trzymajcie kciuki!

Follow my blog with Bloglovin

Continue Reading

Moja Wish List

Jeśli jesteście ciekawi jak powstała moja pierwsza Wish List, zamieszczam Wam artykuł, który napisałam bardzo dawno temu – mimo mijającego czasu nadal jest on dla mnie inspiracją i motywacją do realizacji planów, marzeń, a co najważniejsze do bycia szczęśliwą!

Parę dni temu podczas sprzątania mojego małego M4 (pewnie jakby pogoda była bardziej przyjazna to znalazłabym ciekawszą wymówkę, żeby się nie uczyć) odkopałam jakieś stare kolorowe gazety. Długo nie myśląc zaczęłam je przeglądać i segregować na te które warto zachować oraz na te które nadają się do wyrzucenia. Sprawa idealna, przecież muszę zrobić miejsce na nową dostawę plotek i ploteczek z pierwszych stron polskich czasopism, która nadejdzie niedługo – dziękuję mamo! 

Skutecznie wymigując się od nauki słówek natknęłam się na artykuł pt. ” 75 rzeczy, które musisz zrobić przed śmiercią”. Pod tym zachęcającym nagłówkiem znajdowała się lista marzeń małych i dużych, tych codziennych, jak i całkiem szalonych. Pomysł skoku na bungee jakoś specjalnie do mnie nie przemawiał, ale chwyciłam najbliższą kartkę i długopis (leżały niedaleko, gotowe na mój maraton z uzupełnianiem testów gramatycznych w roli głównej). Zaczęłam tworzyć swoją własną listę rzeczy, które chciałabym zrobić oraz miejsc, które chciałabym zobaczyć. Zajęcie trochę czasochłonne, ale przynoszące wielką frajdę. Zanim się obejrzałam minęła ponad godzina, ale dumna ze swojej inwencji twórczej powiesiłam moje dzieło na lodówce i postanowiłam, że od dziś zaczę pracować nad spełnianiem marzeń. Zadziwiające jest to, że robienie takiej listy uświadomiło mi, że podążanie za marzeniami to jest właśnie klucz do urozmaicenia rutyny dnia codziennego oraz że marzenia się spełniają! Wystarczy odrobina wiary we własne możliwości. 

Jeśli macie teraz chwilę czasu proponuję żebyście wzięli kawałek kartki i coś do pisania oraz zapisali, co chcielibyście zrobić, gdzie pojechać, co zobaczyć, czego się nauczyć itd. Stwórzcie swoją własną listę marzeń i życzeń. Nie musi być długa, ale wykażcie się wyobraźnią – tylko błagam nie róbcie z tego kolejnych haseł typu „Moje postanowienia noworoczne” bo wtedy to może się nie udać. 

Celowo nie podałam tytułu gazety, w której był artykuł (choć pewnie Ci bardziej dociekliwi i tak będą go szukać w internecie i nie tylko). Nie chcę żebyście szukali inspiracji w szablonach, w tym co jest popularne. Lista może być krótka, w każdej chwili możecie coś wykreślić, odhaczyć, dopisać. Możecie ją schować do szuflady albo powiesić w widocznym miejscu. Ma ona być pierwszym krokiem do realizacji marzeń – WASZYCH MARZEŃ! Jak Paulo Coelho napisał: „To możliwość spełniania marzeń sprawia, że życie jest tak fascynujące” 

P.S. Kolejnym punktem do reazlizacji w najbliższej przyszłości jest powieszenie ogromnej mapy świata na ścianie i zaznaczaniu miejsc w których byłam oraz które chciałabym odwiedzić. Nie szukajcie więcej wymówek tylko zabierajcie się do realizacji swoich celów!

 

Continue Reading

Postanowienia noworoczne, a może coś innego?

Wraz z Nowym Rokiem większość z nas coś sobie postanawia, coś zapisuje, coś planuje, wyznacza cele do realizacji w kolejnym roku.. Zazwyczaj chodzi o nasz wygląd, pracę, dietę.. Jednak jakby się dobrze przyjrzeć tym naszym postanowienion noworocznym i ich realizacji musimy przyznać, że nie odnosimy na tym polu sukcesów.. A gdyby tak to zmienić?!

Ja znalazłam sposób na zmianę „Listy postanowień noworocznych” (której nigdy nie udało mi się w 100% zrealizować) na „My wish list” czyli co chciałabym zrobić, co chciałabym mieć – nie tylko w nadchodzącym roku. Taką wish list stworzyłam już jakiś czas temu – kiedy to na mojej lodówce wylądowały wypunktowane cele do realizacji. Muszę przyznać, że zabawa była niesamowita przy tworzeniu takiej listy, a jeszcze większa przy jej realizacji! Punkt po punkcie udaje mi się odhaczać to co kiedyś sobie wymyśliłam. Ba! Postanowiłam pójść o krok dalej i założyć sobie pamiątkowy album z dokumentacją zdjęciową moich osiągnięć.

Jeśli więc macie chwilę, weźcie kartkę, długopis i zajrzyjcie w głąb swojego serducha. Co tam widzicie?! Wycieczkę dookoła świata?! Pływanie z delfinami?! Tatuaż?! Randka z księciem z bajki?! Napiszcie! Jakiekolwiek pomysły macie w głowie, przelejcie je na papier. Mogą być szalone, niepewne do realizacji, odważne, bądź związane z codziennością!

Nie wyznaczajcie sobie daty realizacji, nie zamykajcie owej listy, dopisujcie kolejne punkty jak tylko przyjdzie Wam coś do głowy, a zobaczycie, że pewnego dnia jak znajdziecie ową Wish List stwierdzicie z uśmiechem na twarzy, że wszystko udało Wam się zrealizować.

Wystarczy uwierzyć i żyć swoimi marzeniami! Nie wierzycie?! Ja też kiedyś miałam wątpliwości. jednak teraz kiedy patrzę na wiszącą na lodówce kartkę widzę, że dążę do realizacji swoich marzeń, mimo, że czasami nie zdaję sobie z tego sprawy.

Continue Reading